Zimowa sesja narzeczeńskaMarta i Bartosz

Zimowa Sesja narzeczeńska

Sesja narzeczeńska zimą? Czemu nie! Mi od dawna marzył się taki temat i w końcu udało się go zrealizować 🙂 Niełatwo jest znaleźć chętną parę. Nie każdy chce dobrowolnie łazić kilka godzin w śniegu i mrozie. Fotograf też nie ma lekko, musi ogarniać sprzęt, patrzeć na parę i spróbować się przy tym nie wywalić w jakąś zaspę ;p Taka zimowa sesja narzeczeńska to wyzwanie także logistyczne. Dni w zimie są krótkie, światła bardzo niewiele, a w góry przecież jeszcze trzeba dojechać. Ale jak to mówią dla chcącego nie ma nic trudnego 😉 Chociaż trzeba przyznać, że trudno to czasem bywa, ale jeśli się skupi tylko na efekcie końcowym, to można bardzo dużo znieść.

Na szczęście jak się bardzo chce, to wszystko można 😉 Z Martą i Bartkiem poznaliśmy się na targach Concept Weddings gdzie miałam przyjemność się wystawiać. Nie było wtedy zbyt wiele czasu , żeby porozmawiać, zamieniliśmy kilka zdań i umówiliśmy się na dalszy kontakt, ale od razu wiedziałam, że coś zaiskrzyło. Gdy spotkaliśmy się drugi raz, już wiedziałam, że nasza współpraca będzie strzałem w dziesiątkę 🙂 Już wtedy było prawie pewne, że sesję narzeczeńską zrobimy właśnie zimą. Matra i Bartosz wspomnieli wtedy o Michale i Paulinie, którzy mieszkają w przepięknej drewnianej chacie o wdzięcznej nazwie Heart of Wood.

Heart of Wood

Jest to miejsce na prawdę niezwykle. Gospodarze w przydomowym warsztacie projektują i wytwarzają niepowtarzalne meble i dodatki z drewna, pod ich okiem można samemu wykonać np. drewniany łuk i nauczyć się z niego strzelać. Chata to doskonałe miejsce wypadowe na narty i snowboard, a w lecie na skałki wspinaczkowe. Często odbywają się tam także warsztaty z jogi i fotografii, także tej analogowej. To miejsce dla pasjonatów, stworzone przez pasjonatów, nie potrzebujące żadej reklamy. Najczęściej gości przyjaciół i znajomych gospodarzy, a później znajomych ich znajomych, którzy także stają się przyjaciółmi 🙂

Cieszę się, że mogłam spędzić tam dwa dni z Martą i Bartkiem i poznać ten klimat. Paulina i Michał chętnie nas ugościli a także pokazali okolicę. Drugiego dnia wybraliśmy się wszyscy razem na spacer na tak zwaną Lwią Skałę – miejsce, którego nie ma na mapie i nie prowadzi tam żaden szlak. Odnalazł je przypadkiem Michał kiedy eksplorował okolicę, co bardzo często i chętnie robi. Towarzyszyła nam również Tosia – najbardziej przyjacielski pies jakiego do tej pory spotkałam. Zobaczycie ją na całkiem sporej liczbie zdjęć, bo jej harce były całkiem fotogeniczne 😉 Dzięki temu i pięknej pogodzie, do której mieliśmy wyjątkowe szczęście, powstały poniższe zdjęcia. Zdjęcia pokazujące radość z bycia razem, odkrywania i tworzenia. Czyli wszystkiego co powinno się robić przed ślubem jak i po 🙂 Marto i Bartku dziękuję za ten czas i nie mogę się doczekać kiedy znów się spotkamy w dniu Waszego ślubu!

Nie zapomnijcie kliknąć play!

I na koniec fotka z Pauliną i Michałem gospodarzami Chaty. Dziękujemy jeszcze raz Kochani!